Anthony Kiedis: “powinienem jak najszybciej posilić się bawołem”

 

Ma pan 53 lata – i wciąż jest w świetnej kondycji. Jak panu się to udaje?

Dużo surfuję. Prawie codziennie ciągnie mnie to nad morze. Mieszkam w Malibu w Kalifornii, całkiem blisko plaży. Ocean woła moje imię, a ja biegnę w jego stronę. Dbam też o zdrowe odżywianie.

Nadal bezmięsne?

Wiele lat byłem wegetarianinem, chwilowo nawet weganinem. Jednakże ostatnim razem, gdy dałem moją krew do badania, lekarz powiedział, że z powodu niedoboru witamin i złej kwasowości powinienem jak najszybciej posilić się bawołem. Od tego czasu na moim stole ponownie goszczą także mięso i ryby.

Od ponad 30 lat należy pan do jednego z najpopularniejszych zespołów rockowych. W jaki sposób da się pozostać tak długo na szczycie?

Dzięki ciężkiej pracy i wiarygodności. Mimo to wciąż jesteśmy otwarci na niespodzianki. Ten, u którego nie jest już wyczuwalny puls, jest martwy. My nie chcemy umierać, więc próbujemy ten puls utrzymać. Nie chcemy żyć wczorajszymi, ale dzisiejszymi pomysłami. Wyzwaniem jest nie pozostanie nasyconym sukcesem.

Jak można temu zapobiegać?

Wprawdzie mieszkamy dzisiaj w ładniejszych domach, ale wciąż z chęcią spędzamy czas na tych samych ulicach, co wcześniej. Pozostaliśmy dzieciakami. Moim zdaniem to ważne, żeby nawet w wieku 53 lat być odrobinę szurniętym. Kochamy muzykę. Muzyka czyni świat piękniejszym. Móc współtworzyć świat to wspaniałe zadanie. Im wygodniejsze jest łóżko w domu, tym bardziej śpiący jest człowiek. Lubię spać na twardych materacach.

Z czego jest pan najbardziej dumny?

Z mojego ośmioletniego syna. On jest czymś najcenniejszym, co posiadam na tym świecie. Mój syn, mój zespół, surfowanie – to moja trójca.

 

Tłumaczenie: Niandra

Źródło: KLIK

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 1 komentarz

Josh Klinghoffer o „idiotach” porównujących go do Johna Frusciante.

. Z jednej strony jest to dla mnie zaszczyt, być częścią tego zespołu, wymienianym obok Johna Frusciante, ale wszystkie te porównania są po prostu absurdalne”.

Stwierdził również, że ludzie którzy stale skupiają się na porównaniach są idiotami.

„Ponieważ jesteśmy dwoma zupełnie innymi ludźmi”

“Nigdy nie próbowałem naśladować jego techniki. I oczywiście, nie zrobiłem niczego, co spowodowało, że opuścił zespół”.

Josh spytany  o przyjaźń z Frusciante mówi:

„Nie jest źle, nie jest też dobrze. Właściwie mogę powiedzieć, że na chwilę obecną nie mamy bliższej relacji”.

„Starał się jak najbardziej  zdystansować od zespołu, a ja musiałem nauczyć się w nim żyć . Nie walczył , po prostu jakoś nasze drogi się rozeszły . Myślę, że pewnego dnia znów złapiemy kontakt “. Pomimo obecnego braku relacji, Josh zdecydowanie chciałby znów współpracować z Frusciante i wspólnie tworzyć muzykę.

Autor: Ania

Źródło: KLIK

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Anthony Kiedis wyjawia sekret 30-letniego sukcesu RHCP

W ubiegłym tygodniu Red Hot Chili Peppers wydali swój 11. studyjny album „The Getaway” i nie jest to przewidywalny wynik pracy zespołu z trwającą 30 lat karierą. Ten alt-rockowy kwartet nadal oswaja się z odejściem wieloletniego gitarzysty Johna Frusciante- zastąpił go na drugim z kolei albumie Josh Klinghoffer- i odświeżył swoje sprawdzone brzmienie zapraszając Danger Mouse`a jako producenta, zamiast Ricka Rubina, z którym pracowali od czasu kadencji pierwszego Busha.

Ale podczas gdy Peppersi doświadczyli wielu zmian składu przez te wszystkie lata,  dwaj kluczowi członkowie grupy wciąż pozostali ci sami: wokalista Anthony Kiedis i basista Flea założyli zespół w 1983 r., a perkusista Chad Smith zrobił kawał dobrej roboty od czasu, gdy dołączył w 1989 r.

Kiedy EW skontaktował się z Kiedisem, aby podyskutować o „The Getaway”, on był właśnie na trasie po Europie i był pochłonięty widokiem ze swojego hotelu w Bernie (Szwajcaria). „Spoglądam w dół na tę rzekę wylewającą się z Alp na to stare, 500-letnie stare miasto”- powiedział. „Coś pięknego”.

Poniżej kultowy wokalista dzieli się swoimi przemyśleniami na temat współpracy z Danger Mouse`m, poparcia dla Berniego Sandersa i dlaczego według niego Klinghoffer jest w stanie pomóc zespołowi uzyskać „ten zastrzyk w tyłek z witaminy B-12”.

ENTERTAINMENT WEEKLY: W maju miałeś pewne problemy zdrowotne, z powodu których musieliście odwołać koncert. Jak się teraz czujesz?

ANTHONY KIEDIS: Miałem chory żołądek, rekonwalescencja zajmie prawdopodobnie dużo czasu, ale najgorsze objawy minęły po dwóch dniach. Mój zawód to na wpół kaskader, a na wpół wokalista, tak więc moje występy zawsze wiążą się z pewnymi urazami. Utrzymanie swojego głosu w ryzach to ogromne wyzwanie, jakie musisz postawić samemu sobie- ale to również najwspanialszy zawód na świecie.

Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

“Frusciante nie mógł się doczekać aż usłyszy nasz nowy album!” [Getaway]

Red Hot Chili Peppers wydali swój 11. studyjny album „The Getaway” i nie jest to przewidywalny wynik pracy zespołu z trwającą 30 lat karierą. Ten alt-rockowy kwartet nadal oswaja się z odejściem wieloletniego gitarzysty Johna Frusciante– zastąpił go na drugim z kolei albumie Josh Klinghoffer– i odświeżył swoje sprawdzone brzmienie zapraszając Danger Mouse`a jako producenta, zamiast Ricka Rubina, z którym pracowali od czasu kadencji pierwszego Busha.

Ale podczas gdy Peppersi doświadczyli wielu zmian składu przez te wszystkie lata,  dwaj kluczowi członkowie grupy wciąż pozostali ci sami: wokalista Anthony Kiedis i basista Flea założyli zespół w 1983 r., a perkusista Chad Smith zrobił kawał dobrej roboty od czasu, gdy dołączył w 1989 r.

Kiedy EW skontaktował się z Kiedisem, aby podyskutować o „The Getaway”, on był właśnie na trasie po Europie i był pochłonięty widokiem ze swojego hotelu w Bernie (Szwajcaria). „Spoglądam w dół na tę rzekę wylewającą się z Alp na to stare, 500-letnie stare miasto”- powiedział. „Coś pięknego”.

Poniżej kultowy wokalista dzieli się swoimi przemyśleniami na temat współpracy z Danger Mouse`m, poparcia dla Berniego Sandersa i dlaczego według niego Klinghoffer jest w stanie pomóc zespołowi uzyskać „ten zastrzyk w tyłek z witaminy B-12”.

ENTERTAINMENT WEEKLY: W maju miałeś pewne problemy zdrowotne, z powodu których musieliście odwołać koncert. Jak się teraz czujesz?

ANTHONY KIEDIS: Miałem chory żołądek, rekonwalescencja zajmie prawdopodobnie dużo czasu, ale najgorsze objawy minęły po dwóch dniach. Mój zawód to na wpół kaskader, a na wpół wokalista, tak więc moje występy zawsze wiążą się z pewnymi urazami. Utrzymanie swojego głosu w ryzach to ogromne wyzwanie, jakie musisz postawić samemu sobie- ale to również najwspanialszy zawód na świecie.

EW: To pierwszy album Peppersów od prawie 5 lat. Z jakiego powodu powrót do studia zajął Wam tak dużo czasu?

AK: Naszą znaczącą porażką był wypadek Flea, który roztrzaskał swoją rękę na pół w górach Montana [2015 r.]. To był dla nas ciężki czas, kiedy próbowaliśmy się zorientować co zrobić z naszym producentem. Mamy kogoś, kogo kochamy [wieloletniego producenta] Ricka Rubina, ale byliśmy również zdeterminowani, aby tym razem robić coś innego- spróbować trochę się rozwinąć i wejść w nieznane terytorium.

EW: W końcu wybraliście producenta grupy Beck, Danger Mouse`a. Jakie to było doświadczenie?

AK: On nie bał się powiedzieć nam, że coś nie jest tak znakomite jak mogłoby być. Po 30 latach działalności w tym zespole, być może istniało takie niebezpieczeństwo, że ludzie nie będą chcieli mówić nam, że coś nie jest skończone lub mogłoby być lepsze. On mógł powiedzieć: „Jestem pewien, że możecie to zrobić lepiej. Zacznijcie od początku.” To była jedna z tych rzeczy, kiedy szkoleniowiec każe ci dołożyć wszelkich starań, aż w końcu bijesz swój rekord.

EW: Co pod względem muzycznym wniósł Danger Mouse do Waszego procesu twórczego?

AK: On chciał pisać piosenki w studiu, to było dla nas całkiem nowe doświadczenie i wszyscy skwapliwie skorzystaliśmy z takiej możliwości. Moi kumple byli bardzo podekscytowani wejściem do studia i stworzeniem na szybko czegoś, co będzie trwało wiecznie.

Jego metodologia bardzo się różni od czegokolwiek, co do tej pory robiliśmy. Naszą tradycją jest, że nie gramy do ścieżek synchronizujących ani do innego rodzaju maszynerii. Tak więc nasze brzmienie było bardzo niedoskonałe i naturalne, wznosiło się i tonęło wraz z biegiem utworu. On lubi, aby wszystko było na kliknięcie, ale okazuje się, że to wnosi coś bardzo zabawnego i ekscytującego, to po prostu coś innego. Wiele z tych ścieżek, do których mogłem zacząć pisać miały zautomatyzowaną jakość- nie chcę przez to powiedzieć, że były bez życia, ponieważ to jest po prostu inny rytm.

EW: Skąd wziął się pomysł współpracy z Eltonem Johnem na „Sick Love”?

AK: Któregoś dnia Flea przyszedł z tą linią basową, dzięki której rozpłynęło mi się serce. Inspirowały go akordy z „Bennie and the Jets” Eltona Johna. Skończyliśmy pisanie tej piosenki i ona wcale nie przypominała Eltona- inne tony, inne tekstury, inny tekst, inne melodie- ale czuliśmy, że te akordy są własnością Eltona. Powiedzieliśmy: „Elton, chcieliśmy ci przypisać ten utwór, ale również chcielibyśmy abyś na nim zagrał”. Z jego błogosławieństwem, to wydawało się mieć większy sens.

EW: Macie bardzo dużą dyskografię, z której możecie wybierać utwory na koncerty. Jak dokonujecie wyboru co zagrać?

AK: To trochę zrównoważone postępowanie, ale pewną częścią zabawy w tworzeniu tego albumu jest to, że teraz masz 13 nowych piosenek do grania na żywo. W naszym przypadku jest tak, że dużo koncertujemy i zagraliśmy wszystkie nasze stare utwory wiele razy. Nadal je kochamy i nadal dostrzegamy, jak ważne jest granie tych utworów dla ludzi, którzy nie oglądali nas zbyt często. Ludzie mogliby wydać swoje oszczędności, aby przyjść na nasz występ i chcemy sprawić, aby było to dla nich piękne przeżycie i być może jedna z naszych starszych piosenek jest ich hitem.

Im dłużej nasz nowy krążek będzie na rynku, tym więcej nowych utworów będziemy grali. Są one dla nas na scenie głównymi atrakcjami. To są te momenty, w których naprawdę czujemy nowego ducha tańcząc na scenie. Wybór piosenek jest moim zadaniem i podchodzę do tego bardzo poważnie. Spędzam dużo czasu próbując ułożyć właściwą setlistę.

EW: Na przestrzeni lat Peppersi otwarcie wypowiadali się na tematy polityczne-  ostatnio wystąpiliście nawet na evencie charytatywnym Berniego Sandersa. Jakie są Twoje odczucia co do nadchodzących wyborów?

AK: Osobiście nienawidzę polityki i szczerze powiedziawszy, staram się jej unikać. To jest po prostu takie niegrzeczne i  służalcze pastwisko dziwaczności. Wcześniej w tym całym chaotycznym procesie, słyszałem gadki wszystkich kandydatów i oni wszyscy wydawali się nieuczciwymi, niegodnymi zaufania, ignoranckimi, pełnymi nienawiści, obrzydliwymi ludźmi- oprócz tego jednego słodziaka z New England. Uwierzyłem mu i darzę go zaufaniem, wydaje się mądry i interesujący, on chce zrobić coś dobrego dla wszystkich, nie tylko dla nielicznych. Gdy pojawiła się okazja, aby wesprzeć Sandersa tym koncertem, to wydawało się czymś oczywistym. Zrobiliśmy to co do nas należało. Będę mógł zasnąć w nocy wiedząc, że nie okazałem się leniwym gnojkiem.

EW: Pojawia się, a potem znika: gitarzysta John Frusciante opuścił zespół w 2009 r. i zastąpił go Josh Klinghoffer. Czy rozmawiałeś ostatnio z Johnem?

AK: Nie rozmawiałem z nim ostatnio. Ale usłyszałem coś pozytywnego i cudownego, mianowicie to, że nie mógł się doczekać aż usłyszy nasz nowy album. Ucieszyłem się z tego ponieważ: po pierwsze- obchodziło go to, a po drugie- nie było czuć zazdrości kryjącej się gdzieś za tym. Odejście Johna było wielką stratą, ponieważ jest on znakomitym partnerem w procesie twórczym i po prostu niezwykłym muzykiem. Ale jego odejście otworzyło nam możliwość aby zrobić coś świeżego i nowego. Często bywa tak, że nowa krew stworzy nową chemię i być może dostaniemy ten zastrzyk z witaminy B-12 w tyłek, który sprawi, że będziemy działać jeszcze przez następnych 5 lub 10 lat.

EW: W jaki sposób Peppersi utrzymali owocną współpracę przez tak długi czas?

AK: Nigdy nie byliśmy zdezorientowani co do tego, że wszystko musi być po równo: podział pracy, pieniędzy, przyjemności i bólu. To był dla nas wielki krok we właściwym kierunku, mamy potencjał na długowieczność, ponieważ tak wiele zespołów kłóci się: „Hej, to ja to napisałem!” Kochamy się i szanujemy siebie nawzajem; regularnie się kłócimy. Nasze postawy, nastroje i niezgodność naszych ego- ale potrafiliśmy się z tym uporać. Potrafiliśmy radzić sobie z niepowodzeniami. Flea i ja jesteśmy jak bracia. Nie wydaje mi się, żeby nasza relacja kiedykolwiek się zakończyła, choćby nie wiem co, bo nie można opuścić swojego brata. Po prostu nie można.

 

Autorka: FunkyCrime
Źródło: klik

Zapraszamy również na przetłumaczone nowe wywiady filmowe na naszym YouTube!

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Chad Smith dla magazynu Rolling Stone!

Kiedy Chad  Smith dołączył do Red Hot Chili Peppers w 1988 r. nie miał zbyt wielu powodów, aby sądzić, że zostanie w nim na dłużej. Przez ostatnich 5 lat przez grupę przewinęło się trzech perkusistów, a gitarzysta Hillel Slovak zmarł kilka miesięcy wcześniej. „Pamiętam, że zaraz po tym, jak dołączyłem robiliśmy sesję zdjęciową dla ‘Spin’ lub czegoś innego”- mówi Smith. Stoję na skałach gdzieś w Malibu ze skarpetą na fiucie i myślę sobie: „Jak długo to wszystko potrwa? Tego nie wiem, ale zdaje mi się, że to jest coś co powinienem teraz robić.”

Minęło 28 lat, a zespół wciąż ma się dobrze, w ubiegły piątek ukazał się ich nowy album „The Getaway”. Porozmawialiśmy ze Smithem o nowym krążku, nadchodzącej światowej trasie koncertowej RHCP, w jakim stanie jest obecnie Chickenfoot i o nowej komediowej współpracy ze swoim znanym sobowtórem Willem Ferrellem.

Bardzo mi się spodobał nowy album.

Człowieku, fajny masz gust!

Jak rozpoczął się proces twórczy?

Pisaliśmy piosenki przez jakieś dziewięć miesięcy, tak jak zawsze to robimy i już byliśmy gotowi by nagrywać, gdy mój kumpel Flea złamał rękę na snowboardzie. Także wszystko zamarło. On naprawdę wykręcił sobie niezły numer. Rekonwalescencja zajęła mu sześć miesięcy. Przez ten czas ponownie oszacowaliśmy nasze podejście. Brian „Danger Mouse” Burton powiedział nam: „Uwielbiam wasze piosenki. Mogę wam pomóc je ulepszyć, ale jeżeli naprawdę chcecie skorzystać z moich talentów, musicie przyjść do mojego studia i po prostu stworzyć od zera całą garść utworów.” Najpierw pomyśleliśmy: „Czekaj… nie wiem. Robiliśmy to już przez długi czas i zdaje się, że to działa”. Ale kiedy już to załapaliśmy i byliśmy otwarci na ten nowy sposób, aby wzrosnąć i zmienić się, naprawdę byliśmy gotowi postawić nowe wyzwania i dzięki Bogu, zrobiliśmy to, ponieważ przyszliśmy z nowym pakietem utworów. Prawdopodobnie 6 z 13 piosenek na albumie to te, które napisaliśmy wraz z Brianem w studiu, natomiast te utwory, które już wcześniej mieliśmy udało nam się z jego pomocą ulepszyć.

Skąd wziął się pomysł na współpracę z Danger Mouse`m?

Znamy zarówno jego jak i zespoły, z którymi pracował. W zasadzie to byliśmy w trasie z Gnarls Barkley. Nasz gitarzysta Josh [Klinghoffer] grał z nimi na klawiszach w czasie, gdy razem koncertowaliśmy. Mieliśmy wspólnych przyjaciół i kiedy zostało wspomniane jego nazwisko, powiedzieliśmy: „Tak, porozmawiajmy z Brianem”. To było całkiem proste.

Czym różni się jego proces twórczy od innych producentów, z jakimi pracowaliście w przeszłości?

Jego gatunkiem jest hip-hop, brakuje mi lepszego słowa, aby to określić, to proces, w którym zaczynasz od bitu. Mogliśmy po prostu słuchać różnych gatunków muzyki i wpaść na pomysły, które spodobałyby się nam obu, z atmosferą lub czymkolwiek innym, a potem przychodzę ja i po prostu gram na perkusji. Potem chodzimy tam i z powrotem z sugestiami, następnie coś zostaje ustalone. Przychodzi Flea i gra do tego na basie. Później przychodzi Josh i gra na klawiszach, gitarze lub czymkolwiek, czego akurat potrzebujemy. Po prostu w ten sposób to budujemy.

To jest zupełnie inne niż wszystko, co do tej pory robiliśmy. Rozpoczęliśmy po prostu nie wiadomo skąd, to było dzikie. Ostatecznie myśleliśmy: „To jest świetne. Jest inne, ale to wciąż nasze brzmienie”. Brian był tym tak podekscytowany i od tego wszystko się zaczęło. Siedzi w tym od 11 rano do 11 w nocy. Rick [Rubin] tak naprawdę nie lubi spędzać aż tak dużo czasu w studiu. Przyszedłby na nagranie ścieżek i wokali, ale Brian ma studyjną opaleniznę, jak to mówią.

Czy nagraliście dużo więcej utworów oprócz tych, które znalazły się na albumie?

Tak, zawsze to robimy. Nagraliśmy prawdopodobnie ponad 20 piosenek. Zawsze nam się to zdarza. Tak naprawdę Brian walczył o krótki album. On wyznaje zasadę, że krążek powinien mieć długość 45 lub 50 minut, gdyż rozpiętość uwagi jest obecnie krótsza. Pomyśleliśmy: „To jest super, ale ta piosenka musi się tutaj znaleźć”. Tak więc wszyscy byliśmy zgodni co do jakichś dziewięciu, a jeśli chodzi o ostatnie cztery kawałki, to każdy naciskał na swój ulubiony. Zakończyło się na tym, że mieliśmy 13 utworów i Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj